Kobieta z łysą główką, w czerwonych trampkach i długiej sukience siedzi na postumencie. Lekko się uśmiecha

Fot. Paweł Igielski

Historia Karoliny

Do utraty włosów, tak jak i do całego procesu leczenia podeszłam zadaniowo — gdy przyjdzie na to czas, trzeba będzie to zrobić. I gdy pewnego dnia obudziłam się z kołtunem na głowie, bo nie związałam włosów na noc, a po jego wyczesaniu została mi kitka grubości małego palca, to sama zgoliłam sobie głowę.

Gdy zgoliłam włosy i na prośbę ówczesnego partnera pokazałam mu się bez czapki, usłyszałam „O Boże, współczuję”. Według niego kobieta powinna mieć długie włosy. Takie sytuacje sprawiają, że człowiek postanawia pokazać na przekór otoczeniu, że jest silny. W tym momencie nie zabolała mnie ta strata. Gdy moja czternastoletnia córka mówiła mi, że mogę iść łysa z nią do sklepu, bo się mnie nie wstydzi, byłam szczęśliwa. W domu chodzę bez jakichkolwiek nakryć głowy, nie mam także peruki — nie chciałam (uraz z dzieciństwa po chorobie mamy).
Choroba onkologiczna zmieniła mnie z kobiety o przeciętnej urodzie w Goluma z Hobbita, czy też postać z obrazu Krzyk Munka (po operacji w szpitalu poprosiłam koleżankę i zrobiła mi fotkę właśnie na wzór tego dzieła :D Podziwiam dziewczyny, które potrafią się malować — ja tego nie umiem. Miałam obawy, że razem z włosami utraciłam kobiecość, ale też nigdy nie czułam się zbytnio atrakcyjna. Teraz jestem inna :), wyjątkowa :) Teraz właśnie mam parcie, by nauczyć się makijażu, by ubierać się kobieco. Nie chodzi tu o mnie, ani o ludzi z zewnątrz — najbardziej zależy mi, aby moja córka zobaczyła, że teraz to jestem lepszą wersją siebie, silniejszą, bardziej atrakcyjną kobietą, bo świadomą.
Jak poradziłam sobie ze zmianami w moim ciele? Od początku choroby wiedziałam, co się będzie działo z moim ciałem. Wypadnięcie włosów, brwi i rzęs jest najłagodniejsze, bo one kiedyś znów się pojawią (ja do tej pory ich nie mam). Zresztą, włosy nie cycek — odrosną ;) Tu poradziłam sobie w ten sposób, że kupiłam glany i długą spódnicę, i w takiej „stylówce” mogę iść z wysoko podniesioną — łysą — głową na miasto. Zniszczone chemią paznokcie ukrywam pod lakierem, wtedy nie wstydzę się podać innym ręki. Blizna po amputacji piersi zostanie ze mną na zawsze, dlatego by nie płakać, gdy masuje chore miejsce, myślami wracam do chwil, gdy karmiłam córkę piersią. Wtedy robi mi się cieplej na sercu i nawet zaczynam lubić moja bliznę.
Z powodu obciążeniem genem BRCA1 czeka mnie amputacja drugiej piersi. Nie będę raczej decydować się na rekonstrukcję piersi. Na chwile obecną marzy mi się artystyczny tatuaż, który zamaskuje blizny. Dzięki czemu z uśmiechem będę mogła patrzeć w to miejsce, spoglądając na siebie w lustrze.

Karolina