Psychologia

Motywacja

Zapis wystąpienia mgr Doroty Wójcik-Słonina podczas I Konferencji „Mukowiscydoza — współczesne zasady diagnostyki”

Kilka słów o motywowaniu do leczenia

— czyli jak budzić wiarę i nadzieję, że jeżeli nie może być świetnie, to przynajmniej niech będzie najlepiej jak to jest możliwe.

Sytuacja choroby, jaka by nie była, a ciężkiej, przewlekłej w szczególności, na pewno należy do jednej z najtrudniejszych w życiu człowieka. Można przeciwko temu się burzyć, protestować, nie zgadzać się z tym co nieuniknione, ale jest to droga do nikąd. Przez sam fakt zaprzeczania czy buntu nie staniemy się zdrowsi. Można też inaczej, popatrzeć na sytuację złą w inny sposób, pobudzić się do walki. Zaakceptować sytuacje choroby i walczyć o uratowanie tego co się da!

Jak radzić sobie z chorobą?/

Jeżeli życie porównamy do wygranej na loterii i jeżeli w tej loterii wygramy pół miliona złotych, zamiast obiecywanego miliona, to nasuwają się co najmniej 2 pytania:
1. Czy to tylko pół miliona czy aż pół miliona?
2. Czy, jeżeli otrzymaliśmy pól miliona zamiast całego i jeżeli nawet czujemy się oszukani, to czy mamy się obrazić i wyrzucić go na śmieci, czy dobrze zainwestować

Nawet jeżeli nasze życie i zdrowie nie jest takie o jakich marzyliśmy to czy są nic nie warte? Czy nie jest to wartość najwyższa, czy nie mamy obowiązku o nie dbać ? A jeżeli nawet nie obowiązek — to jest to nasz egoistyczny interes — zawsze lepiej czuć się lepiej niż gorzej, mieć więcej siły niż mniej, lepiej choć trochę wyglądać niż wczoraj, przeżyć choć o jeden dzień więcej niż mniej.

Choć sytuacja choroby nie jest tym o czym marzysz, choć nie chcesz aktualnego stanu, ale nie masz na to wpływu, to nie pozostaje ci nic innego jak zaakceptować aktualną sytuację i działać tak, aby Twoje życie miało sens, abyś odnalazł(a), spokój, radość, miłość.

Większość z nas ma takie przekonania, które w sposób znaczący nas ograniczają, nie pozwalają zmienić swojego życia. Nie można się wyleczyć, gdy wierzymy, że choroby nowotworowe są nieuleczalne, nie można chcieć żyć, gdy uważamy, że życie z chorobą nie jest nic warte.

Tak błędne i szkodliwe myśli mogą zabić najpiękniejszą idee, a nawet życie, powodują poczucie bezsilności, zwolnienie z odpowiedzialności i obowiązku zrobienia coś ze swoim życiem.

Jak kształtować myśli w czasie zmagania się z chorobą?

Drogą do sukcesu jest myślenie racjonalne, bez nadmiernej goryczy i złości, ale też bez nadmiernego hura optymizmu, ślepego na fakty, mówiącego o naszych marzeniach, życzeniach, a nie realiach. A więc nasze myślenie nie powinno być ani destrukcyjne, ani pozytywne, ale racjonalne, czyli takie które oparte jest na rzeczywistych faktach i pomaga osiągać nasze cele.

Przykład myślenia destrukcyjnego: to całe leczenie nie ma najmniejszego sensu, nie będę zażywał leków, rehabilitował się, katował itp. Nikt nie ma prawa mną rządzić, niech się sami katują, zdrowi cwaniacy, nie mają o niczym pojęcia.

Przykład myślenia pozytywnego: jak będę przestrzegał diety, zażywał lekarstwa, słuchał lekarza — będę całkowicie zdrowy.

Myślenie racjonalne: nie chciałem i nie chcę być chory, ale na to nie mam wpływu, mam natomiast wpływ na to, jak w chorobie będę się czuł. Komfort mojego życia zależy od lekarstw, rehabilitacji, diety, dyscypliny, współpracy z lekarzem. Nic przyjemnego, ale dla mnie najlepiej będzie jak to będę robić — jeżeli chcę żyć! Moja motywacja zależy ode mnie.

Motywacja

Motywacja to siła napędowa, energia naszego działania. Jeżeli jesteśmy silnie zmotywowani nie odczuwamy tak trudu i wysiłku, łatwiej osiągamy zamierzony cel.

4 czynniki motywacyjne:

  1. Nadzieja na coś pozytywnego.
  2. Lęk, obawa przed czymś.
  3. Złość na coś.
  4. Kombinacja powyższych czynników.

Motywacja opiera się na następującym modelu:
To my przez nasze myśli, przekonania i postawy wywołujemy, któreś z wyżej wymienionych emocji, które z kolei motywują nas do działania. Podstawowym założeniem jest to, że nic nas nie motywuje do działania, to my sami motywujemy się do działania poprzez nadzieję na osiągnięcie czegoś, lęk przed czymś, albo złość na coś.

Najzdrowszą siłą motywującą jest nadzieja

Nadzieja jest to przekonanie (i wywołana przez to przekonanie pozytywna emocja), że pożądana wartości, rzeczy są osiągalne niezależnie od znikomości prawdopodobieństwa ich osiągnięcia. Nie oznacza to, że pożądane wartości duchowe i materialne będą osiągnięte (to jest myślenie życzeniowe, niekiedy zwane pozytywnym). Oznacza, że mogą być osiągnięte, w domyśle, po spełnieniu określonych warunków. Nadzieja daje nam energię do działania, tym różni się od myślenia pozytywnego — życzeniowego, które pozwala nam pozostać biernym — bo skoro i tak się stanie …

Nadzieja to uczucie niezwykle delikatne, dlatego należy chronić ją przed osobami sceptycznymi, nadmiernie krytycznymi, a przede wszystkim przed własną niezdrową semantyką, czyli sformułowaniami typu :

  1. To nie ma sensu.
  2. Ja nie mogę.
  3. To nie jest możliwe.
  4. Nie chcę, ale muszę.
  5. Nie mam czasu.
  6. Musisz to zrobić, bo …

Motywowanie strachem, przymusem jest najgorsze, tracimy zapał energię do samodzielnych działań, pojawia się złość, przekora, agresja, tym samym chęć oszustwa.

Jak motywować samego siebie?

  1. Pamiętaj zawsze o „ plusach” jakie wynikają z przestrzegania zaleceń lekarza. Zrób listę korzyści, najlepiej na piśmie.
  2. Jeżeli chodzi o ważne dla ciebie, ale nieprzyjemne sprawy, zabiegi, działania które najchętniej odsuwasz na później, zadaj sobie pytanie:
    Jakie korzyści odniosę, jeśli od razu to wykonam?
    Przykładowe korzyści mogą być następujące:
    — pozbędę się problemu,
    — będę miał spokojne sumienie,
    — będę miał czas na inne sprawy,
    — będę czuł się lepiej,
    — uniknę ewentualnych nieprzyjemności.
    Załatw od razu to co jest nieprzyjemne. Wówczas będziesz mógł się cieszyć faktem, że masz to już za sobą i będziesz mógł spokojnie korzystać z reszty dnia.
  3. Zmień swoje nastawienie (myślenie). Unikaj używania wobec siebie takich słów jak: muszę, powinienem. Wszystko czyń dobrowolnie, bo jest to głównie twój interes. W swoich działaniach zobacz dobre strony i to, że w ten sposób unikasz nieprzyjemności.. Chodzisz do lekarza, zażywasz leki, uczestniczysz w zabiegach itp., bo chcesz jak najdłużej zachować zdrowie, dobre samopoczucie dla siebie.
  4. Daj przynajmniej sobie szansę. Nie polegaj wyłącznie na swoich uczuciach i przekonaniach. One mogą być mylące. Myślisz: to mi nie pomoże… Dopóki czegoś nie spróbujesz nie będziesz wiedział czy to jest dla ciebie dobre.
  5. W swoich działaniach niech zawsze przyświeca ci jakiś cel ogólny, ale dąż do niego stawiając sobie cele pośrednie – czyń małe kroczki, ale w przemyślanym kierunku. Dojdziesz do celu.
  6. Nie żałuj sobie pochwał. Kiedy osiągniesz cel pośredni, wykonasz mały kroczek pogratuluj sobie, wyznacz sobie nagrodę.
  7. Nie wymagaj od siebie perfekcyjnego wykonania danej czynności. Często ważniejsze jest to, abyś coś robił, niż aby robić coś rzadko, ale perfekcyjnie. Zawsze jak się czegoś uczymy, dokonujemy zmian popełniamy błędy. Nie ma postępu bez błędu. Bądź wytrwały.
  8. Gdy zaczniesz odczuwać w sobie ubytek energii, mniejszą motywację do działania, czy nawet bezsens istnienia przypomni sobie:

Pamiętaj, że nawet największe osiągnięcia rozpoczynają się od pierwszego kroku, czasami od potknięcia.

Wstań i zrób go jeszcze raz!

Bez tego pierwszego kroku żaden cel nie może być osiągnięty.

Twoim celem jest życie w możliwie największym komforcie psychofizycznym.

******
mgr Dorota Wójcik-Słonina — pedagog specjalny, terapeuta Racjonalnej Terapii Zachowań, terapeuta rodzinny. Pracownik Poradni Psychologiczno-Rodzinnej nr 4 w Krakowie.

Czynniki psychologiczne w terapii chorób nowotworowych

Zapis wystąpienia mgr Haliny Lebiedowicz w trakcie III Krakowskiej Konferencji pt. „Choroby nowotworowe — profilaktyka i leczenie”

Leczenie chorób nowotworowych

Słuchając przez dwa dni wykładów, dotyczących możliwości diagnostycznych i terapeutycznych współczesnej medycyny w zakresie leczenia chorób nowotworowych, kolejny raz poczułam zdumienie i szacunek dla wielkości naukowej myśli ludzkiej oraz dorobku tej dziedziny medycyny.

Kolejny też raz składam wyrazy uznania organizatorom konferencji i wykładowcom, których mieliśmy przyjemność słuchać.

Wiedza — a więc poznanie natury zjawiska, jego przyczyn i możliwości wpływu na jego przebieg, jest podstawowym narzędziem człowieka, dającym poczucie bezpiecznej egzystencji w świecie.Ta prawidłowość dotyczy zjawisk zewnętrznego, otaczającego nas świata. Dotyczy również poznawania i rozumienia nas samych – naszej biologicznej i psychicznej sfery.

Przedmiotem medycyny jest biologia i fizjologia ciała. Przedmiotem psychologii są mechanizmy i czynniki, wpływające na rozwój i funkcjonowanie ludzkiego intelektu i emocji. Przedmiotem gałęzi psychologii, nazywanej psychologią zdrowia, jest związek intelektu i emocji ze zdrowiem somatycznym. W medycynie, od początku rozwoju tej gałęzi nauki, zwracano uwagę na zależność pomiędzy zapadalnością na choroby a stanem psychicznym człowieka oraz zależność przebiegu procesu chorobowego i skuteczności leczenia a przekonaniami i emocjami pacjenta w czasie choroby. W psychologii początkowo poszukiwano bezpośredniego związku pomiędzy urazami emocjonalnymi, głównie w okresie dzieciństwa, a tworzeniem się schematów reagowania emocjonalnego, które w póżniejszym życiu sprzyjają rozwojowi określonych chorób — np. nowotworowych. Teoria Hansa Selye’go, Lazarusa i ich następców, dotycząca wpływu stresu na reakcje fizjologiczne, wskazała na związek pomiędzy zdrowiem somatycznym a sytuacjami kryzysowymi (obciążającymi psychicznie) w ciągu całego życia człowieka.

Psychologia zdrowia rozwija się szczególnie intensywnie od lat 80-tych, a w niej dwa nurty badań:

— zależność pomiędzy typem reagowania na stres a wystąpieniem choroby, intelektualne i emocjonalne reakcje człowieka w czasie choroby, ich identyfikowanie i kreowanie prozdrowotnych przekonań i emocji.
Tematycznie z przedmiotem konferencji związany jest bardziej ten drugi obszar, a szczególnie kreowanie czy raczej uwalnianie w człowieku potencjału psychicznego wspomagającego proces leczenia.

Podstawowym zadaniem lekarza jest przejęcie kontroli nad procesem chorobowym

Na styku medycyny i psychologi są tu działania lekarza, które dotykają bezpośrednio sfery psychicznej człowieka. Należą do nich:

  1. Relacja, jaką buduje lekarz z pacjentem (np. dyrektywna, oparta na zależności, partnerska).
  2. Sposób i zakres informowania chorego o diagnozie, działaniach diagnostycznych i zabiegach oraz efektach leczenia w przebiegu terapii.

Zadaniem psychologa, pracującego z chorym, jest dotarcie do źródeł siły jego osobowości, jego potencjału i indywidualnych sposobów radzenia sobie, oraz wzmocnienie jego prozdrowotnych przekonań i emocji a także obiektywizowanie i objęcie kontrolą negatywnych dla procesu leczenia uczuć, takich jak lęk, poczucie bezradności, pesymizm i brak nadziei.

Zadaniem lekarza i psychologa jest również dodawanie otuchy i pomoc w przetrwaniu okresów krytycznych wynikających np. z bólu, braku efektów leczenia, długiej hospitalizacji czy naturalnego uczucia okresowego wyczerpania psychicznego w procesie zmagania się z chorobą.

Informacja o zdiagnozowaniu choroby, wytrącającej nas z dotychczasowej aktywności życiowej, zmuszającej do zmiany planów i celów życiowych a przede wszystkim — zagrażającej życiu — należy do doświadczeń szczególnie traumatycznych. Lęk, zagrożenie, rozpacz — to uczucia, które doświadcza każdy człowiek w takiej sytuacji. Tracimy kontrolę i wpływ na to, co się dzieje w naszym życiu. Rozwój sytuacji zależy od niezrozumiałych dla pacjenta wrogich sił, wobec których czuje się bezradny. Szczególne znaczenie ma w tym momencie to, w jaki sposób podana będzie informacja o diagnozie, możliwościach i strategii leczenia. Ważne też aby informacje były adekwatne do możliwości i potrzeb pacjenta.

Pacjent czuje się jak rozbitek wyrzucony w czasie nagłego sztormu za burtę. Lekarz jest przedstawicielem zespołu ratowników. W jego możliwościach leży przekonanie chorego, że wzburzony ocean jest terenem rozeznanym a siły ratunkowe są kompetentne i posiadają sprawdzone strategie postępowania.
Pacjenci tak właśnie mówią o tym pierwszym zderzeniu z chorobą: „W jednej chwili zawalił się świat ale potem, po rozmowie z lekarzem, postanowiłem, że będę walczył”.
Jednak słyszałam też inne opowieści — np.: „Widziałam, że lekarz jest przerażony moimi wynikami — powiedział — to cud, że pani jeszcze żyje, trzeba natychmiast do szpitala. Rozpłakałam się, byłam przerażona. A on powiedział — proszę poczekać na korytarzu, wypiszę skierowanie. W czasie drogi do szpitala to cud, że nie rozbiliśmy się samochodem, byliśmy z mężem w takim szoku. Ja całą drogę płakałam. Byłam pewna, że przyjechałam do Kliniki umrzeć. Dopiero lekarz dyżurny w czasie obchodu wszystko mi wyjaśnił, uspokoił, przedstawił jak będzie wyglądało leczenie”.

W czasie leczenia ambulatoryjnego czy hospitalizacji pojawiają się też inne, trudne dla pacjenta i lekarza sytuacje, np. uciążliwe, uboczne skutki leczenia, (ból, gorączka, infekcje), niekorzystny przebieg leczenia. Z rozmów z pacjentami wiem, że to, co dla nich jest niezwykle istotne w takich sytuacjach, to świadomość, że lekarz jest autentycznie, osobiście zaangażowany w przezwyciężenie pojawiających się komplikacji. Że jest otwarty na informacje od pacjenta, reaguje na skargi. Poszukuje sposobu żeby złagodzić ból czy inne przykre objawy, poszukuje nowych rozwiązań w stosowanej terapii, udziela wyjaśnień. Nie mówi „leczenie się nie powiodło” lecz mówi „efekty są niewystarczające, musimy powtórzyć, zmienimy lek”.

Lekarz w drodze przez chorobę jest mędrcem i przewodnikiem — przy łóżku chorego nie może być bezradny czy zniechęcony, również wtedy kiedy jego starania dotyczą chrony jakości życia zmierzającego do ostatecznego końca. Nie są to zasady postępowania wynikające wyłącznie z potrzeby realizacji humanitarnych założeń w opiece nad chorym człowiekiem. Wyniki badań w medycynie, psychologii, rozwijającej się ostatnio intensywnie psychoneuroimmunologii wskazują jednoznacznie na związek pomiędzy układem immunologicznym, witalnością układu odpornościowego a emocjami. Stres, negatywne uczucia, zwątpienie, depresja – osłabiają układ odpornościowy — a więc nie są sojusznikiem zdrowia i sprzymierzeńcem w walce z chorobą.

Nie ma ścisłego przepisu, do którego można by się stosować w kontakcie z pacjentem, o paru zasadach warto pamiętać:

—  pacjenta warto słuchać, warto zadawać mu pytania.
To najprostsza droga, aby poznać jak do niego mówić aby zrozumiał i wykorzystał nasze informacje oraz droga, aby poznać ile on chce wiedzieć. Są pacjenci, którzy potrzebują zrozumieć i świadomie uczestniczyć w leczeniu, inni nie chcą wiedzieć, powierzają się z ufnością dziecka wiedzy lekarza. W obu wypadkach poszukują potwierdzenia, że sytuacja jest rozeznana i pod kontrolą,

—  czasami pacjenci zadają pytania formułując je w sposób negatywny
np. „jest bardzo jest bardzo żle, prawda? mam małe szanse” — ale zadają te pytania po to aby nie usłyszeć złej wiadomości. Szukają potwierdzenia dla nadziei,

—  niepomyślne wiadomości dobrze jest podawać w towarzystwie jakiejś wspierającej alternatywy
(powtórzymy leczenie, zmienimy lek, nie uzyskaliśmy oczekiwanych efektów — skupimy się teraz na wzmocnieniu pana organizmu, zlikwidowaniu dolegliwości).

Pojawia się tutaj oczywiście pytanie: jak lekarz, narażony na stałe, duże obciążenia emocjonalne związane z towarzyszeniem w chorobie, często umieraniu ludzi, ma chronić własną kondycję psychiczną? — Ten temat jednak wymagałby osobnego omówienia.

Nie ma niestety sposobu, aby przy złym rokowaniu i niekorzystnym przebiegu leczenia całkowicie ochronić chorego przed bólem i lękiem konfrontacji z zagrożeniem. Właśnie w takich sytuacjach świadomość chorego, że obok jest towarzyszący we wszystkich zmaganiach, kompetentny i autentycznie zaangażowany człowiek, jest najcenniejszym źródłem wsparcia i otuchy.

Sojusznikiem lekarza w opiece nad chorym jest psycholog

Jego zadaniem jest obiektywizowanie i neutralizowanie lęków, obciążających pacjenta wyobrażeń i przekonań. Jego zadaniem jest diagnoza psychologiczna dotycząca indywidualnych schematów radzenia sobie ze stresem i rozpoznania potencjalnych możliwości, uruchamianie i wspomaganie tych sił. Ważne jest również rozpoznanie zakresu wsparcia ze strony bliskich. Zadaniem psychologa jest też „bycie przy”, słuchanie o smutkach i radościach, rozmowa o tym, co teraz gnębi i o dobrych chwilach w życiu, o sprawach dobrych i ważnych, z których można czerpać siłę. Rozmowa, dialog, wspólne porządkowanie pytań, wspólne poszukiwanie odpowiedzi — to podstawowe narzędzie pracy psychologa. Czasami możliwe jest dodatkowo stosowanie takich technik jak praca z wyobrażeniami,różne formy relaksacji.Techniki te odwołują się do wspomnianego wcześniej związku pomiędzy psyche a neuroimmunologią, a więc do siły naszej wewnętrznej organizacji psychofizjologicznej i są ćwiczeniami w świadomym stymulowaniu i sterowaniu procesami regeneracji i powrotu do równowagi w organizmie.

Podsumowując rolę czynników psychologicznych w procesie zdrowienia, można więc wskazać na takie ich obszary jak:

  1. Własne zasoby (umiejętności, doświadczenia) radzenia sobie z trudnymi emocjonalnie sytuacjami.
  2. Relacja z lekarzem (zaufanie do jego kompetencji, zaangażowania).
  3. Mobilizacja własnych procesów odpornościowych i regeneracyjnych poprzez:
    — ćwiczenia i zajęcia relaksacyjne wyciszające niepokój, napięcie, przygnębienie,
    — koncentracja myśli i uczuć wokół możliwości, pozytywnych przekonań i perspektyw, tego co cieszy i mobilizuje,
    — zajęcia terapeutyczne w oparciu o wizualizację (praca z wyobrażeniami).
  4. Współtworzenie wspierających relacji z innymi chorymi w czasie hospitalizacji i po jej zakończeniu.
  5. Podtrzymywanie kontaktu, korzystanie ze wsparcia ze strony rodziny i przyjaciół.

Świadoma i konsekwentna aktywność pacjenta w wymienionych obszarach, wspierająca terapeutyczne wysiłki lekarza, niewątpliwie skutecznie wspomaga proces leczenia.

*****
mgr HALINA LEBIEDOWICZ
Psycholog, specjalista w zakresie psychologii wychowawczej psychologii klinicznej. W ciągu ponad 30 lat pracy zawodowej prowadziła zajęcia terapeutyczne z dziećmi, młodzieżą i rodzicami w klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży CMUJ w Krakowie. Następnie, pracując w Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Krakowie, spotkania terapeutyczne z osobami po traumie i ostrych kryzysach życiowych. Od 1998 r. psycholog w Klinice Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie zajmuje się działalnością terapeutyczną i dydaktyczną.

Etapy radzenia sobie z diagnozą

Diagnoza choroby zawsze jest bardzo trudnym doświadczeniem, na które nie da się przygotować. Praktycznie każdy człowiek, który usłyszy „To nowotwór” momentalnie ma w sobie burze uczuć, emocji i obaw. I chociaż każdy człowiek jest inny, istnieją badania i teorie psychologiczne, które pozwalają nam nazwać etapy radzenia sobie z diagnozą. Nazwanie ich oczywiście nie gwarantuje tego, że zrozumiemy w stu procentach, co dzieje się z chorym, ale z pewnością pomoże nam być przy nim i mądrze go wspierać.

Elisabeth Kübler-Ross, amerykańska lekarka szwajcarskiego pochodzenia, na podstawie wieloletnich badań osób chorych przedstawiła pięć etapów radzenia sobie z diagnozą i chorobą. Należą do nich: zaprzeczenie i izolacja, gniew, targowanie się, depresja, pogodzenie się.

Na etapie izolacji i zaprzeczenia, chory nie chce przyjąć do wiadomości swojego stanu zdrowia. Może zmieniać lekarza prowadzącego wierząc, że ten pierwszy na pewno się pomylił i znajdzie takiego, który stwierdzi, że jest zdrowy, a diagnoza była pomyłką. Negowanie prawdy przez chorego jest zazwyczaj etapem przejściowym, jednak warto, by ktoś z bliskich monitorował sytuację i sprawdzał, czy zaprzeczenie nie wymknęło się spod kontroli i np. chory nie przestał chodzić do lekarza albo nie zrezygnował z zalecanego leczenia. Etap ten jest reakcją obronną i pozwala zebrać siły do walki z chorobą. I jest całkowicie normalny. Praktycznie każdy człowiek, który nigdy nie miał większych problemów ze zdrowiem czuje, że śmierć jest odległa, zatem spotkanie z realną, śmiertelną chorobą jest dla niego szokiem. Zaprzeczenie jest mechanizmem nieświadomym, który chroni nas przed konfrontacją z bolesnym doświadczeniem diagnozy. Wyróżniamy kilka rodzajów zaprzeczeń. Zaprzeczenie proste — uważamy, że coś nie istnieje, chociaż w rzeczywistości jest inaczej, na przykład ignorujemy objawy choroby, by nie przyznać przed sobą, że coś nam dolega. Kolejnym rodzajem jest minimalizowanie — dostrzegamy problem, jednak nie przyznajemy sami przed sobą, że jest poważny, np. lekarz stwierdził, że jestem chory, ale przecież zawsze mógł się mylić. Inny rodzaj to  uogólnienie, czyli rozwiązywanie problemów na poziomie ogólnym, globalnym, by zmniejszać swoje zaangażowanie emocjonalne. Czwartym rodzajem zaprzeczenia jest manipulowanie, czyli zmiana tematu rozmowy, by uniknąć tematów zagrażających.

Podczas fazy gniewu, osoba chora jest pełna buntu i pretensji. Do rodziny, lekarzy, całego personelu. Chory może bez wyraźnego powodu wybuchać gniewem a za chorobę obarczać niesprawiedliwy los. Na tym etapie pojawia się pytanie „Dlaczego właśnie ja?”. Wiąże się on ze zwiększaniem poziomu leku i niepokoju. W tym momencie szalenie istotne jest zrozumienie. Rodzina i personel medyczny powinni zrozumieć, że agresja nie jest personalna, a jest po prostu przejawem buntu, niezgody na chorobę, reakcją wynikającą z lęku.

Targowanie się to próba „odroczenia wyroku”. Chory próbuje pertraktować z Bogiem, Lekarzami, Losem na zasadzie „będę miły i zdyscyplinowany ale w zamian obiecajcie mi, że wyzdrowieję”. Takie zachowanie może być związane z poczuciem winy chorego.

Depresja jest specyficzną fazą, gdyż może być długotrwała i trwać równolegle z innymi. Choremu może towarzyszyć poczucie realnej straty — jego ciało się zmienia, pojawiają się pewne ograniczenia, z którymi trudno się pogodzić. Chory może traktować swój stan zdrowia jako karę za popełnione błędy, co wywołuje w nim poczucie winy. Pacjent może być zmęczony chorobą, cichszy, może też unikać kontaktu z ludźmi. Na tym etapie chory raczej nie potrzebuje pocieszenia. Potrzebuje za to przestrzeni na wyrażenia swojego żalu i bólu. Potrzebuje być wysłuchanym i przyjętym z tymi wszystkimi uczuciami, które teraz w nim są.

Ostatnia faza to  pogodzenie się. Chory zaczyna akceptować sytuację. Wielu chorych ogarnia rezygnacja. Nie ma w nich już buntu i depresji, ale nie ma również spokoju — zamiast tego pojawia się poczucie beznadziei.

Gdy chory oswoi się z diagnozą i przyjmie do wiadomości chorobę, mogą pojawić się różne postawy wobec chorowania. Część pacjentów ogarnia poczucie bezradności wobec choroby. Zachowują się biernie, trudno znaleźć im siłę w sobie do działania. Zgodnie z badaniami jest to najgorzej rokująca grupa osób. W takiej sytuacji można próbować zmotywować pacjenta do walki z chorobą, np. poszukując z nim celu, do którego realizacji trzeba być zdrowym. Druga grupa pacjentów, to pacjenci walczący i oni mają największe szanse na wyzdrowienie. Aktywne nastawienie na walkę z choroba mobilizuje nie tylko pod kątem psychicznym, ale także motywuje organizm do walki, mobilizuje układ immunologiczny oraz wzmacnia jego pracę.

Niezależnie od tego, na którym etapie znajduje się bliski nam chory, trzeba przy nim po prostu być — cierpliwie i szczerze.

Bibliografia
Wrona-Polańska H., Psychologiczne aspekty informowania pacjentów o chorobie, [w:] Psychologiczny wymiar zdrowia, kryzysu i choroby, Kubacka-Jasiecka D., Ostrowski T. M., Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wydanie I, Kraków 2005.

E. Kübler-Ross, Rozmowy o śmierci i umieraniu, Wydawnictwo Media Rodzina, I polskie wydanie, Poznań 1979, s. 55-146, H. Wrona-Polańska (1999), op. cit., s. 87–89.

To normalne, że się boisz

To normalne, że się boisz, wiesz? Nikt nie wymaga od Ciebie, że zachowasz spokój, gdy usłyszysz diagnozę nowotwór. Nikt nie wymaga od Ciebie, że od razu zaczniesz myśleć racjonalnie, planować terapię i wcale się jej nie bać. Jesteś chory, to fakt. Możesz płakać, możesz się denerwować i krzyczeć z bezsilności. To jest normalne. Naprawdę. Pozbądź się tym płaczem i krzykiem wszystkiego, co jest dla Ciebie najtrudniejsze. Wsłuchaj się w siebie — to Ty najlepiej wiesz, ile czasu potrzebujesz, żeby się wypłakać i oczyścić. Podejmij decyzję, co chcesz dalej w tej sytuacji robić. Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz. Nawet w sytuacji choroby nowotworowej masz różne możliwości.

By pomóc Ci poradzić sobie z emocjami i zrozumieć siebie, przygotowaliśmy trzy wskazówki, które powinny być cennym drogowskazem.

Pamiętaj, że nie jesteś bohaterem kreskówki

Jesteśmy tylko (albo aż) ludźmi i odczuwamy strach, lęk, niepewność. Szczególnie w trudnych sytuacjach, do jakich z pewnością należy choroba nowotworowa. Nawet, jeśli Twoi bliscy motywują Cię do walki i zachęcają do aktywności wobec choroby, nie wymagają od Ciebie optymizmu przed 24 godziny na dobę. Serio. To normalne, że czasem masz ochotę usiąść i płakać. Że jesteś zmęczony, zniechęcony, masz mnóstwo obaw. Może pomoże, jeśli się komuś wygadasz? Opowiesz szczerze, co Cię martwi, boi, niepokoi? Porozmawiasz po partnersku z bliską Ci osobą. Wytłumaczysz, że tego właśnie Ci potrzeba. Nie jesteś bohaterem kreskówki, więc nie musisz biec dalej, gdy urwie Ci nogę. Możesz usiąść i poczekać, aż będziesz w stanie iść.

Nie jesteś nietykalny

Jesteś chory, jest Ci ciężko, każdy to rozumie. Ale Twoja choroba nie zatrzymała świata. Dzieci w Afryce dalej są głodne. Dalej zdarzają się wypadki samochodowe, katastrofy lotnicze. Gdzieś toczy się wojna. Ale co najważniejsze Twoi bliscy, którzy starają się być przy Tobie, wspierać Cię i prawdopodobnie byliby skłonni sprzedać dusze diabłu w zamian za Twoje zdrowie, nadal mają swoje problemy. W pracy, szkole, w relacjach z innymi ludźmi. Też może ich coś boleć, mogą się źle czuć i też może ich paraliżować lęk o Twoje zdrowie i życie. Pamiętaj o tym, gdy będziesz chciał wykrzyczeć na nich cały swój żal i ból. Czasem jest to potrzebne, ale w rozsądnych ilościach. Nie bój się dzielić swoimi lękami i nie zamykaj się w nich. Rozmawiaj szczerze pamiętając, że po drugiej stronie jest ktoś, komu na Tobie zlaeży i kto absolutnie nie jest winien temu, że chorujesz.

To nadal Ty

Wiele się zmienia. Twoje ciało, Twoje priorytety, Twoje plany. Zamiast do pracy idziesz na badania. Zamiast pobiegać wgapiasz się w telewizor albo śpisz. Irytuje Cię cały świat i nie do końca rozumiesz, co się dzieje i dlaczego to się dzieje. Ale to nadal Ty, naprawdę. I chociaż wydajesz się sam sobie odległy i nieznany, to nadal Ty. Ten sam, który wiele razy pokonywał już problemy, które na początku wydawały się murem nie do przeskoczenia. Ten sam, który potrafił swoją radością i uśmiechem zjednywać sobie ludzi. Ten sam, który odnosił mniejsze i większe sukcesy. Ta sama córka, żona, siostra, mama. Ten sam syn, mąż, brat, ojciec. Teraz po prostu masz przed sobą kolejne wyzwanie. Być może najtrudniejsze i najbardziej wymagające w Twoim życiu, nie przeczę. Ale to wciąż jesteś Ty. Więc dbaj o siebie, pielęgnuj swój umysł i swoje wartości i traktuj to, co Cię teraz spotyka jako wyzwanie. Bo skoro przeszedłeś już taką drogę, by być w miejscu, w którym jesteś teraz, to dlaczego miałbyś w tej chwili zawracać?

Jak już wyzdrowieję…

Jak już wyzdrowieję — czyli życie po przeszczepie — czytaj życie po życiu

Niby żartobliwie ale jest w tym powiedzeniu dużo prawdy. Pacjent wie, że dokonało się w jego życiu coś wyjątkowego — po ciężkiej chorobie usłyszał- jesteś „czysty”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie cieszy się z choroby, bo to bardzo trudne doświadczenie dla chorego i bliskich ale skoro już wydarzyło się w naszym życiu i nie można temu zaprzeczyć , wyprzeć się, może zatem warto spróbować „wyciągnąć” z tej historii coś pozytywnego… Hmmm teraz czytelnik myśli, czy przypadkiem autor po chorobie nie ma problemów ze zwojami nerwowymi w mózgu…cóż niewykluczone… Ale wiem na podstawie własnych doświadczeń, że zamartwianie się i koncentrowanie tylko na chorobie przynosi odwrotny od pożądanego skutek. Zamiast podnosić się z choroby i wracać do życia, negatywne emocje trzymają pacjenta na „uwięzi” i nie pozwalają wrócić do świata… Jasne jest, że z wyzdrowieniem po chorobie onkologicznej/hematologicznej jest inaczej niż z wyzdrowieniem po grypie, w której po kilkunastu dniach , jedyną pozostałością jest ewentualne osłabienie, utrzymujące się przez kilka dni i koniec. Brak wirusa, zdrowa głowa, pełnia szczęścia, zero strachu… Po leczeniu hematologicznym, niestety czysty szpik nie oznacza czystej głowy i trzeba nauczyć się z tym żyć. Nie ma co zaprzeczać faktom, każdy boi się powrotu choroby, komplikacji po leczeniu, skutków ubocznych mega chemii, odrzucenia przeszczepu, można by jeszcze długo wymieniać listę obaw pacjenta hematologicznego… ale to wszystko nie zwalnia nas z powrotu do normalności, a czym szybciej to nastąpi tym lepiej. Każdy dzień od przeszczepu, utrwala remisję i dlatego każdy dzień nowego życia powinniśmy celebrować, cieszyć się nim ( przecież nie tak dawno nie było pewności co do tego, że on w ogóle nastąpi…) i nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Nie trzeba martwić się tym co będzie jeśli np. na kolejnym badaniu spadną parametry krwi…jeżeli na ostatnim badaniu lekarz powiedział, że jest dobrze to tego się trzymamy aż do następnej wizyty…nie mnożymy bytów ponad miarę-moje ulubione podsumowanie nieograniczonej zdolności naszej wyobraźni do piętrzenia „strachów”. Próbujmy wykorzystać naszą wyobraźnie aby pracowała na naszą korzyść, nie pozwólmy aby podpowiadała negatywne scenariusze, niech tworzy jasne i radosne obrazy naszej przyszłości. Zacznijmy żyć tu i teraz….z czasem jest łatwiej…naprawdę łatwiej…ale w chorobie hematologicznej wszystko trwa…nic nie dzieje się natychmiast a chorzy hematologicznie to Mistrzowie Świata w ćwiczeniu cierpliwości. A skoro leczenie ciągnie się w nieskończoność nie oczekujmy, że i powrót do pełni zdrowia nastąpi natychmiast. Będziemy borykać się z naszymi słabościami, ograniczeniami, wzlotami i upadkami być może już do końca życia ale żyjemy i to jest najważniejsze! Choroba uczy pokory, po wyleczeniu nie ma miejsce na chojrakowanie, robisz dokładnie to co zlecił lekarz. Cały czas obowiązuje zasada , że jesteś szczery w kontakcie ze swoim lekarzem, dokładnie opisujesz swoje objawy, nietypowe dolegliwości. Sumiennie realizujesz plan leczenia, przyjmujesz przepisane leki, robisz zlecone badania, stawiasz się na wizytach kontrolnych. Jeżeli chcesz stosować terapie ziołowe, wcześniej skonsultuj to z lekarzem. Jeżeli inny specjalista przepisze leki np. na przeziębienie, skonsultuj z Twoim hematologiem, czy możesz je łączyć z lekami hematologicznymi. Bądź ostrożny, dbaj o Siebie, unikaj dużych skupisk ludzkich, wypoczywaj, dbaj o dietę a nade wszystko daj odpocząć głowie. Dobrym pomysłem jest powrót do swojej pasji lub znalezienie nowego hobby, może jeśli lekarz pozwoli — powrót do pracy. Ciało jest bardzo ważne ale jeśli głowa będzie wciąż skoncentrowana na chorobie, proces rekonwalescencji będzie się wydłużał, jeśli masz z tym problem porozmawiaj z psychologiem. Na każdym oddziale hematologiczny/onkologicznym pracują specjaliści z tej dziedziny, na pewno podpowiedzą jak sobie poradzić z tym rodzajem stresu.

Na koniec — diagnoza hematologiczna/onkologiczna zmienia wiele jeśli nie wszystko, strach o przyszłość, o to czy będę żył jest nie do opisania i nie do zrozumienie dla osób które tego nie doświadczyły ale trwając w sidłach choroby sami sobie wyrządzamy wielką krzywdę. Cytując klasyka, nie podążaj tą drogą, nie namawiam do rewolucyjnych rzeczy, może zdobycie przysłowiowego Monteverestu w kilka miesięcy po przeszczepie nie jest jeszcze dla Ciebie ale marzyć i czynić przygotowanie do ataku na szczyt jak najbardziej możesz i powinieneś i to jest właśnie dowód ze znowu jesteś zdrowy.