Urszula Smok

Byłam chora na białaczkę. Jedyną szansą na uratowanie mojego życia był przeszczep szpiku kostnego. Miałam szczęście — dawcą okazał się mój brat. Przeszczep szpiku został przeprowadzony we Wrocławiu u prof. Andrzeja Lange.

W trudnych chwilach mojej choroby doświadczyłam dużo ludzkiej serdeczności i zrozumienia. O pieniądze potrzebne na kosztowne leczenie zwróciłam się z apelem do Ludzi Dobrego Serca w całym Kraju. Apel, rozpowszechniony w mediach, spotkał się z bardzo szerokim odzewem — na utworzone na ten cel konto zaczęły wpływać pieniądze z całej Polski. Każda z tych kwot, nawet najmniejsza — często na przekazie opatrzona słowem otuchy — była wsparciem mojej woli życia.

Walcząc z chorobą, jednocześnie dowiadywałam się, jak ograniczone są możliwości najwybitniejszych specjalistów, kiedy nie ma dawcy lub pieniędzy, a możliwości wsparcia finansowego przez Ministerstwo Zdrowia są bardzo ograniczone. Te wszystkie przeżycia zmieniły mój stosunek do otaczającego świata i bardzo mnie wzbogaciły.

Mając świadomość olbrzymiego długu w stosunku do społeczeństwa, które okazało mi tyle serca i bezinteresownej życzliwości, postanowiłam utworzyć fundację, wspierającą walkę z chorobami krwi. Została ona zarejestrowana w październiku 2001 roku.

W Polsce co roku ok. 3,5 tys. ludzi zapada na białaczki i inne nowotworowe choroby układu krwiotwórczego. Dla wielu z nich jedyną szansą wyleczenia jest przeszczep szpiku od zdrowego dawcy. Może to być siostra lub brat, wyjątkowo inny członek rodziny. O tym, czy ktoś może być dawcą decydują antygeny zgodności tkankowej. Niestety zdarza się i tak, że wielu chorych nie ma dawcy wśród najbliższych. W takiej sytuacji poszukuje się niespokrewnionego dawcy w banku krajowym, a w przypadku niepowodzenia — w banku światowym, ale wtedy koszty poszukiwań są bardzo wysokie.

Białaczka to choroba uleczalna — nie jest wyrokiem śmierci.
Jednak w zwalczaniu jej są konieczne nie tylko umiejętności lekarzy ale wsparcie i zrozumienie innych ludzi.

Dając niewiele, dajesz Życie…